![]() |
| Uwielbiam żółte kwiaty... (fot. A.G.) |
Minionej nocy miałam dziwny sen, na tyle interesujący i skłaniający do refleksji, że postanowiłam się z Wami podzielić zarówno moim snem, jak i przemyśleniami. Opiszę jego najważniejszą część. Ogromna liczba ludzi - nie było widać ani początku, ani końca - szła niezbyt szeroką ścieżką. Z jednej strony chyba był las, a z drugiej przepaść - porośnięte trawą niezbyt strome zbocze. Ludzie szli w ścisku, niektórych z nich znałam, innych nie. Ja trzymałam się rękoma z boku ludzi. Osobę z prawej znałam, ale kogo trzymam się z lewej strony? Nie widziałam, gdyż "szłam" bokiem - niesiona przez tłum - i patrzyłam w prawo przed siebie. Droga była niezbyt kręta, ale też i nie prosta. Ziemi dotykałam tylko czubkami palców, wisząc nad przepaścią. Na początku się bałam, że spadnę, ale potem już nabrałam pewności siebie. Strach minął.

