wtorek, 22 października 2013

Z maturą i humorem...

Pąsy:))) - fot. P.Cz.
Po dwóch kąśliwych wpisach i "udojeniu" sporej menzurki jadu, postanowiłam wrócić do konwencji lekkiej, humorystycznej i przyjemnej:), a nawet - rzekłabym - erotyzującej:)))
Na pewno zdarzało się Wam, iż niewinnie wypowiedziane lub zapisane słowa w kontekście zmieniały swoje znaczenie i stawały się bombą o opóźnionym zapłonie. 
Gorzej, jeśli zdarzyło się to maturzyście podczas egzaminu pisemnego z języka polskiego. Wtedy już nie pozostaje nic, jak tylko czerpać z tej krynicy humoru i dobrze się bawić, bo tego się nie da odkręcić:)))
Oto kilkanaście takich przykładów, które dla Was wyszukałam. Dobrej zabawy:)))
  • Kapitan spuszcza się zawsze ostatni.

Historia pewnej znajomości... - początek

K. poznałam jeszcze na studiach. Przedstawiła nas sobie wspólna koleżanka. Dosłownie raz z nią wtedy
Fot. M.M.M.
rozmawiałam, ale w jej późniejszych opisach podobno byłyśmy dobrymi znajomymi. Przez lata K. zmieniała się w części na lepsze, a w części na gorsze. Nikt nie jest tylko zły czy dobry. W gruncie rzeczy K. nie jest jednoznaczną postacią. Potrafi współczuć i wyciągnąć rękę w potrzebie, ale moim zdaniem robi to "pod bubliczkę".
Nie będę tu opisywać kolei jej losu ani przyczyn, dla których - moim zdaniem - stała się, jaka się stała. Zresztą, nie mnie oceniać, nie wszystko wszak wiem, a i sama również mam wiele wad. Opiszę Wam tylko jeszcze jedno zdarzenie sprzed jakichś 10 lat. 

poniedziałek, 21 października 2013

Historia pewnej znajomości...

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, po co mi taka znajomość? I odpowiadam
Fot. P.Cz.
sama sobie: Chyba po nic albo po to, żeby mi w życiu nie było za dobrze. Wszystko dlatego, że jestem za dobra i nie lubię robić ludziom przykrości. Za to niektórzy nie mają takich skrupułów, nawet nie zastanawiają się nad tym, czy nie robią przypadkiem innym przykrości.
Moja "koleżanka" mimo 45 lat na karku nie ma żadnych oporów, by człowiekowi dowalić, jest jeszcze druga opcja, ona nie jest gruboskórna, ale zwyczajnie głupia, bo o szczerość tu raczej nie chodzi.
Swoją opowieść rozpocznę od tyłu i podzielę na dwa odcinki. Obawiam się bowiem, że hurtowo nie wydolę tego wszystkiego opisać.
Jak już wcześniej pisałam, świętowałam ostatnio imieniny. Ponieważ nie jestem w stanie nikogo odwiedzić imieninowo, dlatego każdy solenizant musi mnie odwiedzić, aby odebrać swój prezent. K. się nie kwapiła, więc postanowiłam wręczyć jej prezent na moich imieninach. Dwóm moim koleżankom o tym samym imieniu kupiłam podobne prezenty. Bardzo lubię obdarowywać znajomych, sprawia mi to dużą przyjemność, szczególnie, kiedy widzę radość na ich twarzach. Ale nie tym razem. "Koleżanka" chwyciła prezent i wycedziła: "A po co mi to kupiłaś?" Zatkało mnie. Pooglądała, pooglądała bez większego zainteresowania, a na odchodnym beztrosko wyznała: "Do zobaczenia. Za rok też masz imieniny!"

niedziela, 20 października 2013

Modlitwa chorych


Fot. P.Cz.
Bardzo dziękuję Monice Kędzierskiej za to, że przesłała mi tę modlitwę. Kiedy czytałam ją pierwszy raz, wzruszyłam się...
Zapewne nie wszyscy, którzy tu zaglądają, są wierzący lub też wierzą w co innego niż ja. Szanuję to, ale ja wierzę w Jedynego Boga. Doświadczyłam w życiu wielokrotnie jego wsparcia. 
Może ktoś nie zna jeszcze tej modlitwy, ja do niedawna nie znałam, a jest piękna i szczera...

Najwyższy duszy i ciała lekarzu, nigdy nieustające źródło życia, Boże nasz i Ojcze! Twoja Opatrzność wszystkim rozporządza; bez Twojej woli nic się stać nie może. Nie pamiętałem na Ciebie w mych radościach, nie dziękowałem Ci za dary dobroci Twojej; ale nie karz mnie, Boże! w gniewie swym, nie odrzucaj pokornej modlitwy, smutku i umartwienia mego. Dla Ciebie, Panie chcę znosić tę chorobę, dla miłości Jezusa Chrystusa i przez pamięć na Jego mękę, rany i śmierć najboleśniejszą.

Zakładka "Porozmawiajmy o..."

Pan Aleksander prywatnie na wycieczce krajoznawczej:)
W listopadzie ubiegłego roku przeprowadziłam obszerny wywiad z Panem Aleksandrem Królikowskim. Został on opublikowany w "Gminie w obiektywie" 7 grudnia 2012 roku. Zapowiadałam ten wywiad na blogu, ale w całości go nigdy nie zamieściłam, a uważam, że warto poczytać. Sami ocenicie czy życzenia Pana Aleksandra się spełniły i co od tamtego czasu zmieniło się w naszej gminie:)
Zapraszam zatem do zakładki "Porozmawiajmy o...", a dokładnie jej pierwszej części.

sobota, 19 października 2013

Październikowo

Od jakiegoś już czasu myślałam o zmianie zdjęcia głównego na jakieś bardziej
czasowo odpowiednie. Jak zwykle w takich razach z odsieczą przybył mi Przemek Czerzniak, który sfotografował nieuchronnie nadciągającą jesień. A mnie zaraz za serducho chwyciła jakaś taka nostalgia za latem choć jesień przecież bardzo lubię:))) Oczywiście, tę w przyrodzie, bo jesień życia to już zupełnie inna sprawa...
Niezmiennie zachęcam do nadsyłania zdjęć. Sama nie bardzo mam jak i co fotografować, więc Wasze wsparcie mile widziane.

W obronie języka...

Wczoraj, kiedy już goście opuścili mój dom, czyli późnym wieczorem, zasiadłam przed telewizorem, aby zapoznać się z wiadomościami z szerokiego świata. 
Ponieważ z wykształcenia jestem polonistką, nic mnie tak nie drażni jak beztroskie kaleczenie języka w mediach, naszpikowanych dodatkowo błędami ortograficznymi! Nie czepiam się zwykłych ludzi, nie każdy przecież musi być mistrzem języka ojczystego, wystarczy, że się stara. Ale dziennikarze, ludzie publiczni - na nich spoczywa o wiele większa odpowiedzialność!
Najprostszym przykładem jest tu słowo Internet, nagminnie pisane małą literą, kiedy tymczasem prawidłowa pisownia jest właśnie taka, jaką prezentuję. Ale to pikuś!!!
Kiedy wczoraj, na którymś z programów oglądałam sobie publicystykę, na dole ekranu w pasku informacyjnym przeczytałam zaskakująca informację, która brzmiała: "11 osób zostało skazanych przez sąd na Podkarpaciu. Polacy zawierali śluby z Wietnamczykami.(...)". Chodziło oczywiście o fikcyjne śluby, aby obcokrajowcy mogli pozostać w Polsce.